Uprawia twórczość w zakresie medialierstwa i grafiki. Studia artystyczne w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Gdańsku ukończyła dyplomem w 1960 roku. Swoją twórczość prezentuje na wystawach indywidualnych i zbiorowych w galeriach w Polsce i na świecie. Prace znajdują się w zbiorach muzealnych i kolekcjach prywatnych w kraju i za granicą.

" Oglądam medale Barbary Lis-Romańczukowej, nieznane mi, powstałe w ciągu ostatnich dwudziestu lat i kilka wcześniejszych dla ukazania drogi, którą przebyła ich autorka. Gdy ją poznałam na początku lat siedemdziesiątych, tworzyła rozwibrowane, zmysłowe w nawarstwieniach faktur, wrażliwe na lśnienie światła poetyckie medale "malarskie". Rozsadzały kanoniczny kształt krążka czy prostokąta w organiczne, nieregularne struktury o ruchliwych, płynnych brzegach. Włączyła się nimi w ruch wyzwalania medalierstwa z tradycyjnych schematów, zmiany a raczej poszerzenia jego funkcji, poszukiwania nowych możliwości wyrazowych.

Sztuka medalierska, zastygła do połowy XX wieku w swoich odwiecznych rolach i tradycjach, walczyła o nową tożsamość przenosząc ciężar zainteresowania z oficjalności, odświętności, służby publicznej i publicznego zamówienia na rzecz wypowiedzi niezależnej, realizowanej przez artystę na własne zlecenie. Dawało to twórcy swobodę wyboru treści, odwagę eksperymentowania, otwierało na prywatność z całą jej wewnętrzną wolnością. Medal okazał się gatunkiem plastyki na tyle elastycznym i otwartym, oferującym jedyne w swoim rodzaju możliwości w ramach ścisłych rygorów, iż stał się terenem niezwykle płodnych nowatorskich rozwiązań. Zajmowało się nim wówczas wielu rzeźbiarzy.

Tamten okres burzy i naporu przeszedł do historii. Medal utrwalił swoją niezależność jako dzieło autonomiczne, zagwarantował sobie swobodę kształtowania. Medal autorski odświeżył i zdynamizował język medali oficjalnych. Odeszli od jego uprawiania twórcy, którzy zainteresowali się nim doraźnie, wierni pozostali ci, którzy związali z nim całą swoją wypowiedź artystyczną. Stanowią oni wcale liczne, ekskluzywne towarzystwo międzynarodowe, a jedną z jego wielkich dam jest Barbara Lis-Romańczukowa. Jej twórczość także uległa ewolucji, kierunek przemian wyznaczało wewnętrzne dojrzewanie artystki. Żywiołowość wyrażania uczuć zastąpiła spokojniejsza, głębsza refleksja, radosną spontaniczność gestu - potrzeba wprowadzenia przemyślanego ładu. Porządkuje więc artystka plany przestrzenne, scala formy, kontrastuje drobne, delikatne kształty z masywnymi, gładkimi powierzchniami, wprowadza podziały, których dynamikę często poddaje rytmowi. Niekiedy głęboki relief definiuje cały medal, czasami jest płytki, "rysunkowy", linią określający motywy, najczęściej łączą się obydwa w zaskakujących spięciach. Światło ślizga się po powierzchniach płynnie, cicho, aby rozbłysnąć niekiedy w polerach krawędzi, ciągle nieregularnych, łamanych, niespokojnych. W pracach najnowszych pojawia się jeszcze jeden punkt odniesienia - formy występujące z podłoża jak gdyby napotykają przed sobą dodatkową, niewidzialną płaszczyznę, która je spłaszcza jak dociśnięta szyba.

Zastanawiałam się, czy te malutkie rzeźby można jeszcze nazywać medalami. Jednak tak, spełniają bowiem podstawowy warunek: są dwustronne, awers i rewers dopełniają się w jedną opowieść, puentują się i dopowiadają. Realizują też główną funkcję medalu; służą uczczeniu i upamiętnieniu, czyli przeciwstawiają się przemijaniu.

Co Barbara Lis-Romańczukowa próbuje "ocalić od zapomnienia"? Coś najbliższego, zwyczajnego: drzewa, ptaki, widziane pejzaże, drogie osoby, przemyślenia ważkich problemów - swoją codzienność i swoje święta. Przeżywanie życia, jego spraw wielkich i małych, tego, co ją cieszy i tego, co przeraża, co osądza i na co nie może znaleźć jednoznacznej odpowiedzi i szuka jej w metaforze, micie, przypowieści. Wszechobecne są drzewa, artystka mocno czuje ich bujną witalność, ale przede wszystkim fascynuje ją ich stabilność, ich przynależność do miejsca, ich zakorzenienie. Ptaki, ukochane, zdają się być przeciwieństwem drzew - ulotne, niepochwytne, swobodne. Między tymi przeciwieństwami dzieje się ludzki los. Tragiczny, jak w kryjących zagładę warstwach medalu "Nie westchnie wiatr", śmieszny, jak w kokietce oglądającej w lustrze swoje odbicie, splątany jak nić Ariadny ze ślicznym kłębuszkiem na rewersie, nostalgiczny jak w "Widoku na pagórek", gdzie na awersie dwie osoby w oknie oglądają wzgórze na rewersie, bolesny jak w "Pustym krześle w naszym ogrodzie". Zawsze zaś skomplikowany, niejednoznaczny, powikłany, metaforą stają się cyrkowcy, marionetki, spadający Ikarowie. Szczególne znaczenie mają medale adresowane bezpośrednio do bliskich osób, tworzone, jak na "prawdziwe" medale przystało, z powodu konkretnej okazji: takim jest medal urodzinowy dla męża, z portretem na awersie i widokiem ich letniej chatki pośród lasu na rewersie; takim medal z okazji jubileuszu Józefa Stasińskiego z cytatem z jego pierwszego medalu; takim, wcześniejszy medal z wypełniającą cały awers twarzą Jerzego Panka. Przejmujący medal stworzyła artystka po śmierci swojej mistrzyni Zofii Demkowskiej - wycięty w dolnej części kompozycji niewielki kwadrat pojawia się u góry z portretem znakomitej medalierki, na rewersie zaś ręce w ruchu kształtują materię wokół pustki.Ważna wypowiedź o kondycji artysty i piękne utrwalenie pamięci.

Barbara Lis-Romańczukowa kształtując materię także zmierza się z przemijaniem. Wybór medalierstwa jako jedynego terenu twórczej aktywności świadczy nie tylko o odnalezieniu się w małym formacie rzeźbiarskim. Świadczy również o potrzebie włączenia się w określony ciąg tradycji i wartości, przy tatym nowatorstwie poszukiwań, i utrwalenia w nim swego indywidualnego śladu. A brąz medalu jest, poza wszystkim, bardzo odporny na działanie czasu.

Brąz jest także tworzywem prac łamiących jeszcze jedną granicę tradycyjnego medalu, choć pozostającym wiernym jego istocie. To prace stojące własnym ciężarem, niewielkie rzeźbki dwustronne przynoszące podobne przesłanie, podobnie wiążące awers z rewersem. Ogląda się je jednak inaczej, prowokują pytania o zawarty w nich ładunek monumentalności, kierują uwagę ku innemu frontowi walki z przemijaniem. Ciągle jest to jednak ten sam świat wzruszeń, wspomnień, marzeń, lęków i radości - niepowtarzalny, jedyny świat sztuki Barbary Lis-Romańczukowej.

Wiesława Wierzchowska

Wernisaż wystawy odbył się 4 października 2001 r. o godz. 17.00

Wystawa czynna była do 4 listopada 2001 roku.

Portret podwójny w lustrze, 2001
awers, 100 x 87 mm
 
W jasnym słońcu dnia (z cyklu "Bieszczady"), 1975
awers, 85 x 80 mm
 
Jabłuszko, 2001
awers, 110 x 100 mm
 
Muzyka nocą , 1997
awers, 80 x 86 mm
 
Wicher na wydmach, 1998
rewers, 140 x 134 mm
 
Lamentacje, 1996
awers, 116 x 112 mm